Duże chińskie zakupy Sammydress, Gamiss, Rosegal i Trendsgal.

Cześć!
Dzisiaj mam dla Was zakupowe szaleństwo z chińskich stronek.Trzy paczki wysłane były kurierem i dostałam już je parę tygodni temu, a jedna pocztą i dopiero dzisiaj mogłam ją odebrać.Wybrałam parę ubrań jak i dodatków do pokoju.

Rosegal 


Urocze świeczki w kształcie kaktusików.Coś pięknego!Świetna ozdoba na toaletkę.Nie wiem, czy je odpalę, bo będzie mi ich żal.
Do kupienia TUTAJ.


Światełko do robienia Selfie.W zestawie była również torebeczka do przechowywania i kabel USB.Aktualnie je ładuję i nie jestem w stanie się wypowiedzieć jak działa.Będzie osobny post o tym wynalazku.
Do kupienia TUTAJ.


Płatki róż.W zestawie jest aż 100 sztuk.Zamówiłam je głownie do tła na zdjęcia.
Do kupienia TUTAJ.


Lekka kurteczka w kolorze łososiowym.Wzięłam rozmiar L, ale mogłam wziąć XL, bo wolę trochę większe rzeczy.
Do kupienia TUTAJ.

Sammydress 


Koszulka z dziurkami w kolorze granatowym.Jest ładna, ale się nie rozciąga.
Do kupienia TUTAJ.


Spodnie z dziurami.Wzięłam rozmiar L i jest na mnie o wiele za duży.Nogawki są strasznie szerokie, więc podaruję je komuś.
Do kupienia TUTAJ.


Bluzka z długim rękawem i falbankami.Prezentuje się naprawdę świetnie i żałuję, że jest już wykupiona, bo zamówiłabym czarną.
Do kupienia TUTAJ.


Męska bluza.Nie spodziewałam się, że przyjdzie aż taka ładna.Materiał jest naprawdę dobry.Najlepsza męska rzecz, jaką zamawiałam z chińskich stronek.
Do kupienia TUTAJ.

Gamiss


Dla siostrzenic wybrałam domek.Byłam pewna, że jedyną rzeczą jaką trzeba złożyć jest dom, a okazało się, że wszystko przyszło w malutkich częściach, z chińską instrukcją.Domek udało się złożyć, trzeba było go pomalować farbami, które były w zestawie.Niestety były tylko dwie malutkie tubki, które na pewno nie starczą na cały dom, my miałyśmy jeszcze pisaki w kolorze białym, więc dałyśmy radę.Jestem w trakcie składania mebli.Klej w zestawie nie klei, ciężko cokolwiek w ogóle przykleić, bo wszystko się odkleja.Części nie są ponumerowane, tak naprawdę można się tylko domyślać, co z czym połączyć.Na pewno nie jest to zestaw, który jest wart tylu pieniędzy.Nie polecam, bo dom nie spełnia moich oczekiwań i ciężko złożyć meble.
Do kupienia TUTAJ.


Śliczna torebka z pomponikiem.Zamówiłam ją dla mamy.
Do kupienia TUTAJ.

Trendsgal


Czarna sukienka z wycięciami.Jest przepiękna!Wzięłam rozmiar M i jest minimalnie za duża, ale zaniosę ją do krawcowej.
Do kupienia TUTAJ.


Ręczniki w kształcie róży i serduszek.Wzięłam, bo bardzo podobały mi się ich opakowania.Wyglądały jak ciasto.Przyszły w stanie tragicznym.Opakowania były całe zepsute i pogniecione.Nie wiem, czy to wina firmy, czy kuriera.
Do kupienia TUTAJ.


Dla siostrzenic zamówiłam skarbonki z pandą.Ja mam z kotkiem.Panda sama zabiera pieniądze do skarbonki.Będzie bardzo fajna na prezent.
Do kupienia TUTAJ.

Buble stycznia!Czego nie warto kupować?

Cześć:)
Zapraszam Was dzisiaj na post o bublach, który rzadko kiedy można u mnie poczytać.Testuję masę kosmetyków, trafiają się perełki, przeciętniaki, ale bardzo mało bubli, jednak znalazłam 4, które mnie naprawdę bardzo rozczarowały.



Isana Style 2 Create suchy szampon.
Zdecydowałam się na niego, ponieważ ma zapach dzikich jagód i potrzebowałam czegoś w nagłym wypadku.Pisałam już Wam wcześniej, że jest całkiem fajny, ale tak mi się tylko wydawało.Zapach ma faktycznie piękny i pozostaje na włosach.Szampon nie bieli włosów, może odrobinę są jaśniejsze u nasady.Kupiłam go na promocji za około 8 zł za 200 ml.To mój pierwszy suchy szampon.Używałam go tylko u nasady i musiałam dać naprawdę dużo produktu, żeby odświeżył moje włosy.Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że szampon odświeża na bardzo krótko, włosy stają się oklapnięte w zaskakująco szybkim tempie.Oprócz tego, ze względu na to, że muszę aplikować dużo produktu, to taka pojemność starczyła mi tylko na 5 razy.


Pierre Rene Medic Laboratorium olejek do demakijażu twarzy i oczu.
 Olejek kupiłam za mój wygrany bon w konkursie Pierre Rene za około 28 zł.Pojemność to 150 ml, olejek posiada pompkę.Do zmywania makijażu używam płynu micelarnego lub chusteczek do demakijażu, nigdy nie miałam olejku.Postanowiłam spróbować i dać mu szansę.Niestety zawiodłam się.Olejek bardzo słabo radzi sobie ze zmywaniem makijażu, czuję się po nim okropnie tłusta, nawet jak zmyje go z twarzy.Przy każdym użyciu wlatywał mi do oczu, co powodowało mgłę.Nic nie widziałam przez parę dobrych minut i miałam lekko podrażnione oczy.


Rimmel tusz wonder'full z olejkiem arganowym.
Można go kupić w Rossmannie za około 30 zł.Jak dla mnie cena ostro przesadzona.Tusz jest okropny.Szczoteczka nabiera sporo produktu, co prowadzi do sklejania rzęs.W trakcie tuszowania ciągle wylatują z niej jakieś włoski, które nie wiem skąd się biorą.W ogóle nie wydłuża i nie pogrubia rzęs, ale je okropnie prostuje.


Sensique Concealing Pencil korektor pudrowy z alantoiną.
Na pewno znajdziecie go w Naturze, nie wiem w jakiej cenie, ponieważ ja go wygrałam,Mój odcień to 101 Nude.Korektor możemy wysuwać.Jak dla mnie jest to produkt, który nie jest wart żadnych pieniędzy.Korektor w ogóle nie kryje, dosłownie nic mi nie zakrył, nawet najmniejszej i najjaśniejszej niedoskonałości.Jeśli nałożymy go trochę więcej, to tworzy tak okropny efekt, tak jakby nam się coś zważyło i wygląda jakbyśmy miały suchą skórę.Próbowałam nakładać go na różne sposoby, żaden nie przyniósł fajnych rezultatów.Jeśli chcemy lekko go przyklepać, to on natychmiast znika z naszej skóry.


Tony Moly Magic Food Banana Hand Milk-bananowy krem do rąk.

Cześć!
Dzisiaj opowiem Wam troszkę o pewnym produkcie, który zawrócił mi w głowie i bardzo chciałam go przetestować.Jest to krem do rąk w kształcie banana Tony Moly.Pierwszy raz mam styczność z tą firmą, jednak interesuje mnie sporo kosmetyków z tej firmy, ze względu na urocze opakowania.Długo zastanawiałam się czy warto zamówić taki krem, jednak w końcu zdecydowałam się i wpadł do mojego koszyka.Na początku chciałam zamówić zestaw, w którym znajdował się krem do rąk, balsam i peeling w cenie 55 zł, ale był wykupiony.Szkoda, bo mogłabym przetestować 3 kosmetyki w o wiele niższej cenie, bo za sam krem dałam 35 zł.


Tak prezentuje się kremik.Uroczy, prawda?Też mi się podoba, ale wygląd to nie wszystko, najważniejsze jest działanie, o którym opowiem już niedługo.
Kremik przychodzi do nas w opakowaniu, którego oczywiście nie mam.Miałam przez pierwszy miesiąc, ale wyrzuciłam, bo gdybym miała trzymać wszystkie opakowania w pokoju, to bym musiała spać na balkonie.


Krem zauroczył mnie swoim wyglądem, z resztą nie tylko mnie, bo moja siostrzenica go uwielbia.Możecie go kupić w Sephorze za 35 zł za 45 ml.Cena odstrasza, znam bardzo dobre kremy do rąk za 4-8 zł, więc mogłabym ich mieć po parę opakowań niż jeden z Tony Moly.


Opakowanie jak już zauważyliście jest w kształcie banana.Zrobione z dwóch rodzajów plastiku, dłuższa część z miękkiego, zakrętka z twardego.Po odkręceniu zakrętki ukazuje się mały dozownik, który jest bardzo fajnie zrobiony, bo krem wylatuje w małej ilości.Opakowanie ma jedną wadę, a mianowicie, gdy zostaje mało produktu, to jest bardzo ciężko, żeby go wydusić.Dużo razy musiałam się męczyć, żeby cokolwiek wyleciało, często musiałam użyć dwóch rąk.Zdarzało się nawet, że wyciskałam produkt i on z powrotem wlatywał do opakowania.To było trochę śmieszne, jak dozownik wsysał krem do środka.


Konsystencja jest lekka, trochę przypomina mus.Fajnie się rozprowadza na dłoniach i szybko się wchłania.Zapach typowo bananowy, może trochę za mocny, ale mnie się podoba.Po rozsmarowaniu praktycznie od razu znika, co osobiście bardzo mi się nie podoba.Wolałabym, żeby chociaż na trochę pozostał na naszej skórze.

Jestem osobą, która uwielbia kremować dłonie, dlatego testowałam go codziennie.Po rozprowadzeniu pozostawia lekką tłustą warstwę, ale nie jest to dla mnie żaden problem.Największy jest w tym, że krem nawilża średnio i tylko na pewien czas.Musiałam nakładać go co godzinę, żeby czuć jakiekolwiek nawilżenie.Zawiodłam się trochę, bo za tą ceną oczekiwałam czegoś lepszego.Opakowanie jak najbardziej na plus, jednak działanie już nie.Ja osobiście do niego nie wrócę, opakowanie sobie zostawię, na pewno mi się przyda.Jeżeli jesteście gadżeciarami i lubicie takie opakowania, to możecie go wypróbować, bo najgorszy nie jest, ale są o wiele lepsze kremy w niższej cenie,


Born Pretty Store top no wipe, pyłki efekt lustra i pędzel do zdobień.

Cześć!
Dzisiaj mam dla Was recenzje pozostałych produktów z Born Pretty Store, które wybrałam do testów.Tym razem opowiem Wam o topie no wipe, pyłkach i pędzelku.



Skusiłam się na zestaw dwóch pyłków i topu no wipe.Aktualnie taki zestaw jest w promocji i kosztuje 4.99$(TUTAJ).
Pyłki mają tworzyć efekt lustra, dlatego potrzebujemy do tego topu no wipe, który jest w zestawie.

Top znajduje się w prostokątnej buteleczce o pojemności 10 ml.Patrząc na cenę, czyli 5$ i zawartość, bo top ma większą pojemność niż np. Semilac i dodatkowo są dołączone dwa pyłki, wolałabym kupić jeszcze raz taki sam zestaw, niż kupować jeden top z Semilaca droższy niż cały zestaw.



Na zdjęciu możecie zobaczyć jak pyłki wyglądają na czarnym podkładzie.Mamy tutaj wersję złotą i srebrną.Złoty prezentuje się o wiele lepiej niż srebrny.Jeśli chodzi o tą kropkę, to jest ona zrobiona przez czarny lakier Semilaca, który mi strasznie bąbelkuje, więc uważajcie jak nakładacie podkłady, bo później jak nałożymy pyłek, to wszystko stanie się widoczne.Srebrny pyłek nie jest idealny, bo widać w nim dużo drobinek.

Cały zestaw jest fajny, ale ma też swoje wady.Pyłki mogą ścierać się z końcówek, więc trzeba nałożyć dwa razy top.




Kolejny pyłek, tym razem opalizujący na zielono i fioletowo.Kosztuje niewiele, bo 1,99$ i dostępny jest TUTAJ.Ma trochę gorsze opakowanie niż poprzednie.W sklepie macie dostępne 6 różnych odcieni, ja mam numer 5.Ten pyłek o wiele bardziej przypadł mi do gustu niż poprzednie.Prezentuje się genialnie, nie widać drobinek, za co ma ode mnie ogromny plus.Jak to wszystkie pyłki ściera się z końcówek, ale dwie warstwy topu są w stanie to uratować i nic takiego nie będzie się działo.







Już ostatni produkt, tym razem pędzelek do zdobień.Skusiłam się na niego głównie dlatego, że jest przepięknie zrobiony.W środku ma fioletowe kuleczki, dzięki którym wygląda niesamowicie.Nie wiem jaką długość ma włosie, bo nie widzę nic na stronie, ale wydaje mi się, że wybrałam wersję najkrótszą, są dostępne jeszcze dłuższe, moją możecie znaleźć TUTAJ.Pracuje mi się z nim świetnie, tylko trzeba trochę ćwiczyć.Poniżej możecie zobaczyć 4 wzorniki zrobione przy jego pomocy.




Ulubieńcy stycznia-pielęgnacja.

Cześć!
Dzisiaj kolejna część ulubieńców stycznia.Tym razem opowiem Wam o kosmetykach do pielęgnacji.



Tołpa żel micelarny do mycia twarzy i oczu.
Mam już swój ulubiony żel z Biedronki Bebeauty, ale ten jest bardzo podobny.Zapach jest prawie identyczny, być może taki sam.Kosztuje dwa razy więcej niż ten z Biedronki, bo coś około 10 zł.Nie wiem, czy różnią się składem, bo nie sprawdzałam.Dobrze oczyszcza, ale zauważyłam, że trochę ściąga skórę, czego nie robi ten z Bebeauty, ale pomimo to, bardzo go polubiłam.


Isana żel pod prysznic Hello Spring.
Uwielbiam żele Isany, jak dla mnie są identyczne z żelami Balea.Opakowanie bardzo mi się podoba, jest urocze.Zapach ma obłędny, jestem fanką owocowych zapachów.Mocno wyczuwalna brzoskwinia pozostaje na skórze przez krótki czas.Żel nie wysusza skóry.


Bania Agafii balsam do włosów.
Bardzo lubię te balsamy.To już mój trzeci i każdy działa jak dla mnie prawie identycznie.Świetnie wygładza, nawilża i odżywia włosy.Po takim zabiegu włosy wyglądają o wiele zdrowiej.Saszetka starcza na kilkanaście użyć.Kosztuje coś około 3-4 zł.


Dr.Schedu intensywna kuracja.
Maseczka do kupienia jest w Niemczech lub przez stronę internetową firmy za 11,99 €.Jej pojemność to tylko 200 ml, za tą ceną mogłabym mieć 4 litrowe maski Kallosa, jednak ta jest warta swojej ceny.Starcza na bardzo długo, ponieważ jej konsystencja jest zbita i wystarczy odrobina, aby nałożyć na włosy.Maseczka cudownie nawilża włosy, stają się lśniące i wyglądają na zdrowsze.


Rival de loop roll-on  nawilżający żel pod oczy.
Firmę Rival de loop poznałam już bardzo dawno temu.Polubiłam ją za niska ceną i dobrą jakość.Często kupuję jakieś maseczki czy kremy z tej firmy.Tym razem skusiłam się na roll-on, który kupiłam w Rossmannie w przecenie za ponad 5 zł.W poprzednim tygodniu również go widziałam na promocji, więc jeśli macie możliwość, to warto go wypróbować.Polecam włożyć go do lodówki na 15 min przed użyciem, bo efekt chłodzenia jest niesamowity.Żel bardzo dobrze nawilża moją okolicę wokół oczu.Po aplikacji należy go delikatnie wklepać, idealnie nada się pod makijaż.


Hybrydy Neess:7520 Kosmiczna Odyseja.

Cześć!
Dzisiaj kolejny post paznokciowy.Pokazywałam Wam zdobienie walentynkowe, które zrobiłam dość niedawno, bo nosiłam je tylko tydzień.Wszystko z nim było dobrze, ale dzisiaj oglądałam swoje kolorki hybryd w szafie i stwierdziłam, że chce jednak coś innego, poza tym już było widać odrost, czego nie lubię.Tym razem zdecydowałam się na hybrydy Neess.





Na pewno nie jest to zdobienie walentynkowe, bo w Walentynki króluje głównie czerwień, ale kto powiedział, że nie można mieć innego koloru?Całe zdobienie osobiście mi się podoba, chociaż te "różyczki", które nie wyglądają jak różyczki mogłyby być lepsze.Nie jestem profesjonalistką, ciągle się uczę.



Na początek nałożyłam bazę, następnie dwie warstwy lakieru hybrydowego 7520 Kosmiczna Odyseja(na zdjęciu jest nazwa spersonalizowana dla mnie), na środkowy i serdeczny nałożyłam po jeszcze jednej warstwie koloru a następnie rysowałam różyczki białym żelem z Aliexpress.Niestety ale żel nie chciał się rozlewać, więc musiałam jeszcze raz na nieutwardzone różyczki dodawać biały żel, wtedy coś się ruszyło, ale nadal nie jest to efekt, który chciałam uzyskać.Wszystkie paznokcie pokryłam topem.
Kolor 7520 to bardzo ciemny granat połączony z drobinkami, na zdjęciach wychodzi o wiele jaśniejszy :)

Ulubieńcy stycznia-kolorówka.

Cześć!
W styczniu testowałam większość nowych kosmetyków.Znalazłam 4 perełki, które dzisiaj Wam pokażę.Zazwyczaj pokazywałam więcej ulubieńców, ale tym razem chciałam się skupić na tych najlepszych.Dzisiaj będziecie mogli zobaczyć tylko produkty do makijażu, za parę dni pojawią się pielęgnacyjni.





Wibo STROBING MAKE UP SHIMMERS KIT-paleta rozświetlaczy do twarzy.

Paletkę wygrałam w konkursie instagramowym Wibo.Kosztuje coś około 30 zł.W środku znajduje się lusterko, pędzelek i 4 rozświetlacze.Pędzelek jest słaby, więc nawet go nie używam.Drapał mnie lekko i nie nabierał prawie w ogóle produktu.Rozświetlacze są w 4 kolorach.Dwóch z nich, tych po prawej używam bardzo często, tych po lewej prawie w ogóle.Niestety te po lewej nie nadają się do rozświetlania.Żeby się nie marnowały możemy je używać jako cienie do powiek.Cudownie się prezentują.Każdy z nich jest niesamowicie mocno napigmentowany.Utrzymują się cały dzień.


Avon krem upiększający Anew Vitale BB SPF 20.

Nie jestem fanką podkładów i kremów BB.Nie używałam ich regularnie.Zazwyczaj było to na potrzeby bloga czy instagrama.Po zdjęciu zmywałam z twarzy, bo co bym nie nałożyła, to zawsze widzę, że mam to na twarzy.Nie czuję się dobrze z podkładem, jednak zdarzyło się, że wyszłam tak parę razy.Krem BB kiedyś wygrałam w rozdaniu i już mam tak dużo podkładów i kremów BB, że niedługo wszystkie mi się zmarnują.Postanowiłam dać szansę temu i okazał się całkiem fajny.Nie będzie on dobry dla osób o bardzo jasnej karnacji, ponieważ krem jest dosyć ciemny.Ja jestem blada i go używam, ale raz na jakiś czas, zazwyczaj nic nie mam na twarzy.Widać, że jest trochę ciemniejszy, ale ja go nakładam tak mało, że praktycznie nic nie ma na pędzlu.Chcę tylko lekko wyrównać koloryt skóry, więc nie potrzebuję nakładać dużej ilości.Utrzymuje się parę godzin, nie robi plam i nie widać jak schodzi, bo nakładam go w tak małej ilości, że jest praktycznie niewidoczny.Zawsze nakładam na niego puder, więc trzyma się dłużej.


Pierre Rene Lip Matic 07- konturówka do ust.

Konturówkę można kupić w Naturze za około 15 zł.Jest wykręcana, za co dostaje ode mnie ogromnego plusa, bo nie muszę brać ze sobą temperówki.Mój kolorek jest dosyć blady, coś w połączeniu koloru nude z lekko różowym odcieniem.Konturówka wysusza usta, więc trzeba na to uważać.Polecam na noc nałożyć olejek lub dobry balsam.Po paru godzinach widać, że lekko schodzi.



Wibo GO NUDE SEX APPEAL EDITION -paleta 12 cieni do oczu.

Paletę wygrałam w konkursie Wibo na instagramie.Kosztuje trochę ponad 40 zł.Opakowanie bardzo mi się podoba, trochę ciężko się otwiera, ale to dla mnie żadnej problem.W środku znajduje się 12 cieni, 10 błyszczących i 2 matowe, pędzelek i lusterko.Lusterko jest fatalne, nie da się na nie patrzeć, okropnie bolą mnie oczy, a szkoda, bo jest bardzo duże.Dołączony pędzelek jest fajny, dobrze mi się nim pracuje, chociaż znam lepsze.Cienie są przepiękne.Mają dobrą pigmentację i dobrze się blendują.Jedynie odcień nude mógłby być matowy, bo jest błyszczący.Utrzymują się cały dzień, może minimalnie bledną.Bardzo polecam paletkę, bo ma naprawdę dobre jakościowo cienie.



Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka